Pustkowia Arizony
20 grudnia 1884 r.
Moja Najdroższa, Jedyna Sophie,
Piszę te słowa w pośpiechu, przy blasku dogasającego ogniska, na sercu mając ciężar wydarzeń, które wstrząsnęły nami w ciągu ostatniej doby. Nie znajdujemy się już w Glamrock; los rzucił nas w objęcia dzikich, nieprzyjaznych pustkowi, gdzie śmierć zdaje się czaić w każdym cieniu.
Moje przeczucia co do Mademoiselle Fortune okazały się słuszne. Owa dama, wiedziona zapewne desperacją, podjęła próbę ucieczki pod osłoną nocy. Powinienem był przewidzieć, że jej wcześniejsza napaść na moją kieszeń nie była jedynie aktem chciwości, lecz przygotowaniem do zniknięcia. Dzięki Opatrzności, pisząc list do Ciebie przy oknie, dostrzegłem, jak przemyka ku stajni i jednym gestem dłoni, parając się swą bezbożną magią, ucisza stajennego, który chyba po raz pierwszy w swoim życiu zamilknął. Nie zwlekając ani chwili, wraz z Aaronem wyskoczyliśmy przez okno naszej kwatery. Nie mogliśmy pozwolić, by tysiąc dolarów – suma mogąca odmienić nasz los – rozpłynęło się w mroku nocy. Dopadliśmy ją w stajni w ostatnim momencie. Kobieta ta, widząc swą sytuację, rozpętała prawdziwy huragan; wiatr wył i napierał na ściany budynku tak potężnie, że groziło to zerwaniem dachu. Mimo naporu wichury, przypomniałem sobie lata spędzone w siodle i zdołałem ją schwytać na lasso, krępując jej ruchy.
Zwycięstwo nasze miało jednak gorzki smak i trwało krótko. W tej samej chwili do Glamrock wpadła banda meksykańskich hultajów o morderczych zamiarach. Biedny pan Braun, ów grabarz i burmistrz w jednej osobie, jako pierwszy pożegnał się z tym padołem. Zmuszeni do desperackiej ucieczki, wybiegliśmy na zewnątrz, lecz koń Mademoiselle Fortune, przerażony chaosem, zrzucił ją z grzbietu. Wtedy to Aaron dokonał czynu, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako dowód jego niesłychanej waleczności. Wskoczył na wierzchowca, z karabinu posłał kulę prosto między oczy jednego z bandytów, a następnie jedną ręką, z siłą tytana, pochwycił krupierkę i posadził ją za sobą. Ucieczka była długa i wyczerpująca; pogoń deptała nam po piętach przez wiele mil, choć kilku niegodziwców gryzie teraz ziemię dzięki celności naszych strzałów. Co zdumiewające, Mademoiselle Fortune, choć jeńcem będąc, wsparła nas w walce – ciskała za siebie eteryczne, świetliste karty, które raziły przeciwników z zabójczą skutecznością, nie ustępując ołowianym kulom.
Schronienia szukaliśmy w wąwozie, przed którym nasza branka ostrzegała nas z wyraźnym lękiem w głosie, twierdząc, że miejsce to jest "nieprawidłowe". I zaiste, miała rację. Okazało się, że trafiliśmy na złoże legendarnego upiorytu. Pierwszy raz w życiu słyszałem ten upiorny, przeszywający pisk, jaki wydaje ta substancja, gdy trawi ją ogień – dźwięk ten z pewnością będzie mnie prześladował w koszmarach. Poczułem jednak bijące od niego nienaturalne gorąco i zrozumiałem, dlaczego minerał ten jest cenniejszy od złota. To miejsce, Sophie, może stać się naszym wybawieniem. Jeśli tylko uda mi się zdobyć prawa do wydobycia na tym terenie, zyski z upiorytu pokryją nasze długi z nawiązką i przywrócą Belle Rive dawną świetność.
Niestety, bogactwo to strzeżone jest przez potwory rodem z najczarniejszych legend. Z mroku wyłoniły się chodzące trupy, cuchnące zgnilizną i ociekające plugastwem. Gdyby nie Aaron i Mademoiselle Fortune, nie pisałbym już do Ciebie. Aaron walczył jak wcielony diabeł, poruszając się po polu bitwy niczym zjawa, siejąc śmierć każdym strzałem. Krupierka zaś przyzwała na pomoc siły piekielne – widziałem na własne oczy demona, który wyłonił się z wnętrza ziemi, by stanąć u jej boku, podczas gdy jej magiczne karty dziesiątkowały szeregi umarłych.
Nie martw się o mnie, Najdroższa. Wyszedłem z tej opresji bez szwanku, jedynie moje ubranie – jedyne, jakie mi pozostało – zostało splugawione osoczem jednego z tych monstrów. Nasze wierzchowce, spłoszone bitewną wrzawą i zapachem śmierci, uciekły w panice. Jedynie moja wierna Soleil, ta poczciwa klacz, zachowała zimną krew i wróciła na moje wezwanie. Obiecuję, że gdy tylko dotrzemy do cywilizacji, nie poskąpię jej kostek cukru. Obecnie dzielny Aaron dosiada jej i przemierza ciemności, by odnaleźć resztę koni.
W świetle wydarzeń tej nocy, poważnie rozważam zaniechanie planu oddania Mademoiselle Fortune w ręce prawa. Jestem głęboko przekonany, że jej potężne moce mogą okazać się nam o wiele bardziej przydatne, jeśli tylko zechce z nami współpracować. Powinnaś widzieć ją w akcji, Sophie. Zawsze uważałem, że tysiąc dolarów nagrody za głowę Aarona to kwota śmiesznie niska w obliczu jego umiejętności. Teraz myślę dokładnie to samo o Evelyn Blackwater. Ktokolwiek waży się na nią polować za tak marną sumę, jest szaleńcem.
Wiąże się z tym pewna drobna kwestia, którą będę musiał z Aaronem uregulować. Nasz przyjaciel, wiedziony swym specyficznym poczuciem humoru, zwykł nazywać Evelyn per "Tysiąc Dolarów". Jeśli ona do nas dołączy, będzie musiał tego zaprzestać, zwłaszcza w świetle pewnego nieporozumienia, do jakiego doszło wczoraj. W ferworze walki krzyknąłem do niej po francusku: "Mademoiselle Mille Dollars!". Aaron, którego ucho nie nawykło do subtelności naszej mowy, zrozumiał mnie opacznie i spojrzał na mnie z mieszaniną szoku i dzikiego rozbawienia. Zarzekał się później, że nazwałem ją jakimś barbarzyńskim słowem brzmiącym jak "Milf". Nie mam pojęcia, co ów termin oznacza w tutejszym dialekcie, ale sądząc po rubasznym śmiechu Sharpe'a, musi to być określenie wysoce niestosowne. Doprawdy, bariera językowa na tym pograniczu bywa czasem trudniejsza do pokonania niż sami bandyci.
Modlę się o Twój spokój i zdrowie.
Twój oddany mąż, Jacques